|
Jeśli nie czytałeś
"Rozmów z Bogiem" to zapraszam do przeczytania poniższego
tekstu. Jest to ważny fragment rozmowy na temat istoty duszy i jej
relacji z Bogiem. Materia jest dość skomplikowana, ale da się to
zrozumieć :) Jeśli zainteresuje cię ten przekaz, to polecam
kupno całej książki! (podziękowania dla Zbyszka
za tekst)
Fragment z książki
"Rozmowy z Bogiem" ks. pierwsza - str. 38 - 56 autor N. D.
Walsch wyd. Limbus Bydgoszcz 2004
Autor:
Czyli życie nie jest szkołą?
Bóg:
Nie.
Nie jesteśmy tu po to, aby wynieść nauki?
Nie.
To w takim razie po co?
Aby sobie przypomnieć, na nowo, stworzyć, swą Prawdziwą Istotę.
Powtarzałem to już, ale ty mi nie wierzysz. Lecz tak właśnie
powinno być. Zaprawdę bowiem, jeśli nie stworzysz siebie w swej
Prawdziwej Istocie, nie możesz w Istocie zaistnieć.
Chyba nie nadążam. Powróćmy do kwestii szkoły. Słyszałem
nie raz, jak różni nauczyciele twierdzili, że życie jest jak
szkoła. Teraz Ty temu zaprzeczasz; to prawdziwy wstrząs dla mnie.
Do szkoły idziesz, jeśli chcesz poznać coś nowego. Nie
idziesz tam, jeśli już to znasz i po prostu chcesz doświadczyć
tego, co wiesz. Życie (jak je zwiecie) to szansa poznania doświadczalnego
tego, co już znacie od strony koncepcyjnej. Nie ma przy tym
potrzeby uczenia się czegokolwiek. Trzeba tylko przypomnieć sobie
to, co już się wie, i działać w oparciu o tę wiedzę.
Nie bardzo rozumiem.
Zacznijmy od tego, że dusza - twoja dusza - wie wszystko przez
cały czas. Nic nie jest przed nią ukryte, nic nie jest dla niej
nieznane. Ale sama wiedza to za mało. Dusza pragnie doświadczenia.
Możesz wiedzieć, że jesteś szczodry, ale dopóki tej szczodrości
nie okażesz, pozostaje ci samo pojęcie. Możesz wiedzieć, że
jesteś życzliwy, ale dopóki nie okażesz życzliwości, masz
tylko ideę. Jedynym dążeniem twojej duszy jest obrócić najwyższe
mniemanie o sobie w swe najwspanialsze doświadczenie. Póki
koncepcja nie przerodzi się w doświadczenie, pozostają wyłącznie
domysły. Ja snułem o sobie domysły bardzo długo. Dłużej niż
razem ty i Ja możemy sięgnąć pamięcią. Dłużej niż wiek tego
wszechświata pomnożony przez wiek wszechświata. Widzisz więc,
jak świeże - jak nowe - jest Moje doświadczanie siebie.
Znów nie łapię. Twoje doświadczanie siebie?
Dokładnie tak. Wyjaśnię ci to w następujący sposób:
Na początku to, co Jest, było wszystkim i poza nim nie było nic.
Lecz Wszystko, Co Jest, nie mogło siebie poznać - ponieważ istniało
tylko Wszystko, Co Jest, i nie było nic innego. Toteż Wszystko, Co
Jest... nie było. Gdyż z braku Innego, Wszystko, Co Jest,
przestaje być.
Na tym polega wielka tajemnica Boskiego Bytu, Nie - Bytu, o której
wspominają mistycy od zarania dziejów.
Wszystko, Co Jest wiedziało, że jest wszystkim, co istnieje - ale
to było za mało, gdyż mogło znać swą świetność tylko
koncepcyjnie, a nie doświadczalnie. Pragnęło więc doświadczyć
siebie, albowiem chciało poznać poczucie własnej świetności.
Lecz to nadal było niemożliwe, ponieważ samo pojęcie " świetności
" jest względne. Wszystko, Co Jest nie mogło poznać poczucia
własnej świetności, dopóki nie pojawiło się coś, co nie jest.
Jeśli brakuje tego, co nie jest, to, co Jest, przestaje być.
Rozumiesz?
Tak mi się wydaje. Mów dalej.
Dobrze.
Wszystko, Co Jest wiedziało, że nie ma nic innego. Nie mogło więc
poznać siebie w odniesieniu do czegoś innego. Istniał bowiem
tylko jeden punkt odniesienia, samotny punkt w środku. " Jest
- Nie Jest ".
"Jestem, Który Nie Jest ".
Mimo to Wszech - Jedność postanowiła poznać siebie doświadczalnie.
Ta energia - czysta, niewidzialna, niesłyszalna, niepoznawalna -
dla - niczego - innego - postanowiła doświadczyć siebie w całej
świetności, jaką była. Jednak zdała sobie sprawę, że aby tego
dokonać, musi posłużyć się innym punktem odniesienia w sobie.
Rozumowała, całkiem poprawnie, że każda Jej cząstka siłą
rzeczy nie będzie dorównywać całości i w związku z tym, jeśli
się podzieli, każda część, jako nie dorównująca całości,
spojrzy na pozostałość i ujrzy świetność.
Zatem Wszystko, Co Jest podzieliło się - w jednej cudownej chwili
stając się tym oraz tamtym. Po raz pierwszy to i tamto zaistniały
niezależnie od siebie.
Oba istniały jednocześnie, podobnie jak to, co nie było ani tym
ani tamtym.
Powstały więc nagle trzy rzeczy: to, jest tutaj, to, co jest tam,
i to, co nie jest ani tutaj, ani tam. Bez tego nie mogłyby istnieć
tutaj i tam. To nic, które mieści wszystko. To pustka, która mieści
przestrzeń. To całość, która mieści części.
Nadążasz za mną? Rozumiesz to?
Chyba tak. To niesamowite, ale wyjaśniałeś to tak przejrzyście,
że chyba zrozumiem.
Idźmy dalej. To nic, które zawiera wszystko, zwane jest przez
niektórych Bogiem. Ale nie jest zbyt ścisłe, gdyż sugeruje, że
jest coś, czym Bóg nie jest - to znaczy, wszystko inne niż "
nic". Ale Ja jestem Wszystkimi Rzeczami - widzialnymi i
niewidzialnymi - toteż opisanie Mnie jako Tego Ukrytego, jako Wielką
Pustkę, w myśl Wschodniej, mistycznej definicji Boga jest równie
niedokładne jak zasadniczo praktyczne widzenie Boga na Zachodzie we
wszystkim, co jest. Słusznie sądzą ci, którzy uważają, że Bóg
to Wszystko, Co Jest i zarazem Wszystko, Co Nie Jest.
Otóż stwarzając "tutaj" i "tam", Bóg umożliwił
Bogu poznanie swej Boskości. Z tą wielką odśrodkową eksplozją
narodziła się relatywność / relacyjność - największy dar,
jakiego udzielił sobie Bóg. Dlatego też relacje (osobowe) są
największym darem Boga dla ciebie, o czym szerzej pomówimy przy
innej okazji.
Wracając do naszego wywodu: Z niczego powstało Wszystko - w
duchowym akcie, który zbiega się całkowicie z tym, co wasi
naukowcy nazywają Wielkim Wybuchem.
Gdy ruszyły na zewnątrz pierwiastki wszech rzeczy, zrodził się
czas, gdyż rzecz najpierw była tu, potem tam - a okres, jaki trwało
dotarcie stąd tam, można było zmierzyć.
Kiedy cząstki widzialne zaczęły się określać we wzajemnych
relacjach do siebie, podobny proces przebiegał wśród cząstek
niewidzialnych.
Bóg wiedział, że aby mogła zaistnieć miłość - i poznać
siebie jako czystą miłość - niezbędna jest jej dokładna
odwrotność. Zatem stworzył Bóg wielką biegunowość: powołał
do istnienia absolutne przeciwieństwo miłości, wszystko to, co
nie jest miłością, a obecnie nazywa się strachem. Z chwilą
pojawienia się strachu miłość stała się czymś, czego można
doświadczyć.
Do powstania dualizmu miłości i jej przeciwieństwa nawiązują
ludzkie mitologie mówiące o narodzinach zła, upadku Adama, buncie
Szatana przeciwko Bogu.
Tak jak z własnej woli nadaliście czystej miłości postać, którą
zwiecie Bogiem, tak i nadaliście niegodziwemu strachowi postać, którą
zwiecie diabłem.
Wokół tego zdarzenia osnuto rozmaite, dość wymyślne mity, które
mówią o toczonej w niebiosach wojnie, anielskich żołnierzach i
piekielnych wojownikach, siłach dobra i zła, światłości i
mroku.
Z pomocą tych opowieści dawni ludzie próbowali pojąć, i
przekazać innym w zrozumiały dla nich sposób, kosmiczne
wydarzenie, którego głęboką świadomość zachowała dusza, ale
które umysł z trudem może sobie wyobrazić.
Powołując wszechświat jako rozdrobnioną postać siebie, Bóg z
czystej energii stworzył wszystkie rzeczy, widzialne i
niewidzialne, obecnie istniejące.
Innymi słowy, powstał nie tylko wszechświat fizyczny, ale także
metafizyczny. Druga połowa Boskiego Bytu/Nie - Bytu również
rozpadła się na nieskończoną liczbę jednostek, które wy określilibyście
jako duchowe.
Niektóre religijne przekazy opowiadają o tym, jak " Bóg
Ojciec " dał początek licznemu duchowemu potomstwu. To
odniesienie do ludzkiego doświadczenia mnożącego się życia
wydaje się jedynym sposobem przystępnego dla szerokich mas
przedstawienia idei nagłego powstania w " Królestwie
Niebieskim " niezliczonych duchowych bytów.
Pod tym względem mistyczne opowieści nie mijają się nawet
zbytnio z rzeczywistością, bowiem niezliczone duchowe byty, które
składają się na całość Mnie, stanowią, w kosmicznym wymiarze,
moje potomstwo.
Celem owego podziału było doprowadzenie do powstania cząstek
Mnie, abym mógł poznać siebie na drodze doświadczenia. Tylko w
jeden sposób Stwórca może poznać doświadczalnie swą istotę
Stwórcy, a mianowicie przez Stworzenie. Toteż wszystkim mym
duchowym potomkom udzieliłem tej mocy tworzenia, którą posiadam
jako całość.
To właśnie mają na myśli wasze religie mówiąc, że zostaliście
stworzeni na " obraz i podobieństwo Boga. Nie znaczy to, że
nasze ciała wyglądają podobnie ( choć Bóg może przyjąć
dowolną postać). Chodzi tu o identyczność naszej esencji. Jesteśmy
z takiego samego tworzywa. STANOWIMY "jedno i to samo"
tworzywo! Z identycznymi właściwościami i zdolnościami - włącznie
ze zdolnością tworzenia fizycznej rzeczywistości " z
powietrza ".
Celem, dla którego stworzyłem was, swoje duchowe potomstwo, było
Boskie samopoznanie. Nie mogę poznać w sobie Boga inaczej jak
przez was. Stąd można by powiedzieć (jak mówiono już nie raz),
że celem, jaki wam wyznaczyłem, jest to, abyście poznali siebie
jako Mnie.
To zadziwiająco proste zadanie, ale mimo to staje się nader zawiłe
- ponieważ punktem wyjścia do tego, abyście poznali siebie jako
Mnie, jest poznanie wpierw swej odrębności.
Postaraj się teraz nadążyć za moim wywodem, ponieważ wkraczamy
w bardzo subtelne obszary. Jesteś gotów?
Chyba tak.
Dobrze. Pamiętaj, że o to wyjaśnienie zabiegałeś, czekałeś
na nie całe lata. Prosiłeś, abym wyłożył ci to w sposób
przystępny, nie w postaci doktryny teologicznej czy naukowej
teorii.
Tak - wiem, o co prosiłem.
A skoroś prosił, takoż i otrzymasz.
Dla uproszczenia posłużę się waszym mitologicznym modelem potomków
Boga jako podstawą rozważań, gdyż jest on tam znajomy - i w
sumie niezbyt daleki od prawdy.
Powróćmy więc do tego, jak przebiega ów proces samopoznania.
Otóż mogłem sprawić, aby Moje duchowe dzieci poznały siebie
jako cząstki Mnie w jeden prosty sposób - powiedzieć im o tym.
Tak też uczyniłem. Ale musisz wiedzieć, że Duchowi nie wystarczy
sama wiedza, że jest Bogiem, czy częścią lub potomstwem Boga
(dziedzicem królestwa, w innym ujęciu mitologicznym).
Jak już ci tłumaczyłem, wiedzieć coś, a doświadczyć czegoś,
to dwie różne rzeczy. Duch pragnął poznać siebie w doświadczeniu
(podobnie jak Ja!). Sama świadomość koncepcyjna to za mało. Wymyśliłem
więc plan. To najbardziej niesamowity pomysł w całym wszechświecie
- a zwłaszcza przykład niecodziennego partnerstwa. Mówię
partnerstwa, ponieważ wszyscy uczestniczycie w nim ze Mną.
W myśl tego planu wy, czysty duch, mieliście wejść do właśnie
stworzonego fizycznego wszechświata. A to dlatego, że tylko w
wymiarze fizycznym można poznać doświadczalnie to, co się zna od
strony koncepcyjnej. To zresztą główny powód, dla którego powołałem
do istnienia kosmos - oraz rządzące nim zasady względności.
Raz znalazłwszy się w fizycznym świecie, wy, me duchowe
potomstwo, mogliście doświadczyć swojej wiedzy o sobie - ale
najpierw musieliście poznać swoje przeciwieństwo. Biorąc to na
chłopski rozum, nie możesz wiedzieć, że jesteś wysoki, jeśli i
dopóki nie poznasz, co znaczy niski. Niemożliwe jest doświadczenie
grubości, jeśli nie ma świadomości chudości.
Wyciągając stąd ostateczne konsekwencje logiczne, nie możesz doświadczyć
siebie takim, jakim jesteś, jeśli nie natrafiłeś wpierw na to,
czym nie jesteś.
Takie jest przeznaczenie względności i całego fizycznego życia.
Zostajesz określony przez to, czym nie jesteś.
A co się tyczy wiedzy ostatecznej - wiedzy o sobie jako Stwórcy -
nie możesz poznać swej istoty Stwórcy, jeśli i dopóki czegoś
nie stworzysz. A nie możesz siebie stworzyć, dopóki siebie wpierw
nie unicestwisz. W pewnym sensie, musisz przestać być, aby móc się
stać. Rozumiesz?
Mniej więcej...
Tak trzymaj.
Oczywiście, nie sposób unicestwić tego, Czym W Istocie Jesteś -
zawsze byłeś, jesteś i będziesz czystym, twórczym duchem. Toteż
wykonałeś inne znakomite posunięcie: celowo zapomniałeś, Kim W
Istocie Jesteś.
Wkraczając do fizycznego świata, wyzbyłeś się pamięci o sobie.
To umożliwia ci zostanie z wyboru tym, Kim W Istocie Jesteś,
zamiast zwykłego pogodzenia się z faktem.
To właśnie w chwili postanowienia, że jesteś częścią Boga
(zamiast po prostu dowiadywać się o tym), doświadczasz w pełni
swej istoty - niczym nie ograniczonego wyboru, co z definicji
oznacza Boga. Ale jakim sposobem możesz wybierać w sprawie, gdzie
żadnego wyboru nie ma? Nie możesz przekreślić swego pochodzenia
ode Mnie - ale możesz o nim zapomnieć.
Na zawsze pozostaniesz Boską cząstką Boskiej całości, członkiem
Boskiego ciała. Powrót do Boga, złączenie się na powrót z Całością
nazywane jest przebudzeniem, obudzeniem uśpionej pamięci.
Przeto waszym zadaniem na Ziemi jest nie dowiedzenie się (gdyż to
już wiecie), lecz przypomnienie sobie, i wszystkim innym, Waszej
Prawdziwej Istoty. Dlatego tak ważne jest działanie na rzecz
obudzenia umysłów, wyrwania ich z mroków niepamięci, oświecenia.
Oddawali się temu wszyscy wspaniali nauczyciele duchowi. Taki też
przyświeca cel tobie. I zarazem oświeca mroki twojej niepamięci.
Mój Boże, to takie proste - i takie... symetryczne. To wszystko
ładnie się ze sobą układa! Nagle do siebie pasuje! Wyłania się
stąd obraz, który dotąd na próżno usiłowałem złożyć.
To świetnie. O to zresztą chodzi w tym dialogu. Prosiłeś Mnie
o odpowiedzi. A Ja przyrzekłem, że ci ich udzielę.
Z tego dialogu ma powstać książka; w ten sposób Moje słowa dotrą
do wielu ludzi. Na tym polega twoje zadanie. Nurtują cię liczne
pytania, dociekania na temat życia. Dopiero przygotowaliśmy
przedpole, położyliśmy podwaliny pod dalsze ważkie wyjaśnienia.
Przejdźmy teraz do tych dalszych kwestii. I nie martw się: jeśli
czegoś do końca nie zrozumiesz, wkrótce samo się stanie dla
ciebie jasne.
Tyle pytań mi się nasuwa. Powinienem chyba zacząć od tych
najważniejszych, tych oczywistych. Na przykład, dlaczego świat
wygląda tak a nie inaczej?
Ze wszystkich pytań adresowanych do Boga, to powtarza się najczęściej.
Zadawał je człowiek od zarania dziejów. Już od pierwszej chwili
chciał wiedzieć, dlaczego musi tak być?
W swej klasycznej postaci pytanie to zwykle brzmi: skoro Bóg jest
samą doskonałością i samą miłością, to dlaczego zsyła zarazę
i głód, wojny i choroby, trzęsienia ziemi, tornada, huragany i
inne naturalne klęski, głębokie osobiste rozczarowania i ogólnoświatowe
nieszczęścia?
Odpowiedź zawiera się w tajemnicy wszechświata i ukrytym, najwyższym
znaczeniu życia.
Ja nie okazuję swej dobroci stwarzając wokół was wyłącznie to,
co uznajecie za doskonałe. Nie objawiam swej miłości pozbawiając
jednocześnie was możliwości objawienia waszej.
Jak już tłumaczyłem, miłość można okazać dopiero wtedy, gdy
jest się zdolnym do okazania jej przeciwieństwa. Nic nie może
zaistnieć bez swej odwrotności, wyjąwszy świat absolutu. Lecz
sam absolut nie wystarczył ani tobie, ani Mnie. Przebywałem w królestwie
absolutu w nieprzemijającym teraz i stamtąd ty również się
wywodzisz.
Jednak w sferze absolutu nie ma doświadczenia, istnieje sama
wiedza.
Wiedza to boski stan, ale największa radość płynie z bycia.
Bycie osiąga się jednak przez doświadczenie. Ewolucja przebiega w
sposób następujący: wiedza, doświadczenie, bycie. Oto Święta
Trójca - która jest Bogiem.
Bóg Ojciec to wiedza - sprawca wszelkiego rozumienia, źródło
wszelkiego doświadczenia, gdyż nie sposób doświadczyć czegoś,
czego się nie wie.
Bóg Syn to doświadczenie - ucieleśnienie, odegranie w czasie tego
wszystkiego, co Ojciec o sobie wie, gdyż nie możesz być tym,
czego nie doświadczyłeś.
Bóg Duch Święty to bycie - od-cieleśnienie tego wszystkiego,
czego doświadczył o sobie Syn; proste, wyśmienite
"jestestwo" możliwe tylko dzięki wspomnieniu wiedzy i doświadczenia.
To proste bycie stanowi błogostan. To Bogo-stan, następujący po
Boskiej samowiedzy i samodoświadczeniu. Za nim właśnie tęsknił
Bóg na samym początku.
Ty, ma się rozumieć, masz już za sobą etap, na którym konieczne
jest wyjaśnienie, że opis Boga jako ojca i syna nie ma nic wspólnego
z kwestią płci. Posługuję się tutaj obrazowymi sformułowaniami
waszych najnowszych świętych pism. Wcześniejsze księgi ujmowały
to w kategoriach matki i córki. Ani jedno, ani drugie nie jest
zresztą trafne. Bardziej odpowiednie jest pojmowanie tego związku
jako: rodzic - potomek. Czy też to-z-którego-powstaje i to-które-powstaje.
Po dodaniu trzeciego członu Trójcy otrzymujemy relację:
To-z-którego-powstaje /To-które-powstaje / To-które jest.
Ta Troista Rzeczywistość to Boska pieczęć. To Boski wzór. Występuje
on powszechnie w wyższym wymiarze. Nie sposób nie dostrzec go w
kwestiach związanych z czasem i przestrzenią, Bogiem i świadomością
czy którejkolwiek wzniosłej relacji. Natomiast nie spotyka się
tej Troistej Prawdy w przyziemnych relacjach życia.
Rozpoznać można ten wzorzec w wyższych relacjach życia. W ujęciu
religijnym staje się on Trójcą Ojca, Syna i Ducha Świętego. W
pewnych szkołach psychiatrii mówi się o nadświadomości, świadomości
i podświadomości. Nauki duchowe wymieniają ciało, umysł ducha.
Niektórzy uczeni głoszą istnienie energii, materii i eteru.
Filozofowie powiadają, że nie można uznać czegoś za prawdę, jeśli
nie jest prawdą w myśli, mowie i uczynku. Mówiąc o czasie, wyróżniamy
tylko trzy czasy: przeszły, teraźniejszy i przyszły. Podobnie w
postrzeganiu istnieją trzy chwile - przedtem, teraz i potem. W
kategoriach przestrzennych, czy mówimy o punktach we wszechświecie
czy miejscach w swym pokoju, zawsze uznajemy tutaj, tam i przestrzeń
pomiędzy.
Sprawy przyziemne nie dopuszczają żadnego "pomiędzy".
To dlatego, że relacje niższe występują w postaci diad, podczas
gdy relacje wyższe niezmiennie występują jako triady. Stąd biorą
się lewo-prawo, góra-dół,wolno-szybko, zimno-ciepło i największa
ze wszystkich diad, męski-żeński. Nie ma tam miejsca na żadne
pomiędzy i każda rzecz jest jednym albo drugim, lub mniejszym czy
większym stopniem jednego czy drugiego bieguna.
W obrębie relacji przyziemnych nie można pomyśleć o niczym bez
koncepcji jego przeciwieństwa. Osadzona jest w tej rzeczywistości
większa część naszych codziennych doświadczeń.
W obrębie relacji wyższych nie istnieje nic, co miałoby swoje
przeciwieństwo. Wszystko jest Jednym i każda rzecz przechodzi od
pierwszego do drugiego zataczając nie kończący się krąg.
Czas to subtelna dziedzina, w której wyróżniane przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość istnieją współzależnie. Nie ma
między nimi przeciwieństwa: to elementy jednej całości, etapy
rozwojowe tej samej idei, cykle tej samej energii, aspekty tej samej
niezmiennej Prawdy. Jeśli wyciągniesz stąd wniosek, że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość istnieją jednocześnie, będziesz
miał rację. (Nie czas jednak na te rozważania. Zagłębimy się w
to, kiedy uporamy się z ogólnym pojęciem czasu - a to odkładamy
na później.)
Świat wygląda tak a nie inaczej, ponieważ inny nie mógłby
zaistnieć w obrębie fizyczności. Trzęsienia ziemi i huragany,
powodzie i tornada, wydarzenia, które określacie mianem klęsk żywiołowych,
to skutek powszechnej polaryzacji zjawisk, popadanie z jednej
skrajności w drugą. Cykl narodzin i śmierci również włączony
jest w ruch od jednego do drugiego . Na tym polega rytm życia i
podlega mu wszystko w fizycznej rzeczywistości, ponieważ samo życie
to rytm. To fala, wibracja, pulsacja w samym jądrze Wszystkiego, Co
jest.
Choroba jest przeciwieństwem zdrowia i za waszą sprawą wkracza do
waszej rzeczywistości. Nie możesz zachorować, jeśli w głębi
duszy wpierw na to nie przyzwoliłeś, i możesz wyzdrowieć w
chwili, kiedy to postanowisz. Głębokie osobiste rozczarowania to
reakcje będące kwestią wyboru, a ogólnoświatowe nieszczęścia
stanowią odbicie ogólnoświatowej świadomości.
Twoje pytanie sugeruje, że to Ja jestem za nie odpowiedzialny, że
zdarzają się z Mojej woli. Lecz Ja nie powołuję tych rzeczy do
istnienia, przyglądam się tylko, jak wy to czynicie.
Nie robię nic , aby im zapobiec, ponieważ to równałoby się
udaremnieniu waszej woli. To z kolei odebrałoby wam doświadczenie
Boskości, a to doświadczenie wybraliśmy dla siebie wspólnie.
Zatem nie potępiaj wszystkiego, co postrzegasz w świecie jako złe.
Spyta raczej siebie, co w danym zjawisku jest złego i co chcesz
uczynić, aby to zmienić.
Szukaj w środku siebie raczej niż na zewnątrz, pytając:
"Jakiej cząstki swej Jaźni pragnę doświadczyć w obliczu
tego nieszczęścia? Jaki aspekt bycia chcę urzeczywistnić?"
Bowiem całość życia jest jak narzędzie, które sam stworzyłeś,
i wszelkie zdarzenia są tylko szeregiem sposobności ku temu, abyś
postanowił, i był, Czym W Istocie Jesteś.
Dotyczy to każdej bez wyjątku duszy, widzisz więc, że we wszechświecie
nie ma ofiar, są sami twórcy. Wiedzieli o tym Mistrzowie, którzy
gościli na tej planecie. To dlatego żaden z nich, obojętnie, którego
byś wymienił, nie uważał się za męczennika - choć wielu
naprawdę skonało w mękach.
Mistrzem jest każda dusza - choć niektóre nie pamiętają swego
pochodzenia czy dziedzictwa. Mimo to każda z nich stwarza sytuacje
i okoliczności służące jej najszczytniejszemu celowi i jak
najszybszemu przebudzeniu - w każdej chwili, którą zwiecie
"teraz".
Nie osądzaj przeto losu, jaki jest udziałem drugiego.
Nie zazdrość innym sukcesu ani nie ubolewaj nad porażką,
albowiem nie wiesz, co jest sukcesem czy porażką w końcowym
rozrachunku duszy. Nie sądź pochopnie, co nieszczęściem jest, a
co radosną okazją, dopóki nie przekonasz się, lub zdecydujesz,
jaki z tego zostanie zrobiony użytek. Albowiem czy śmierć okropna
jest, jeśli ratuje życie tysiącom? A życie weselem, jeśli nie
przyniosło nic prócz łez? Lecz nawet wtedy nie osądzaj, zachowaj
swoje zdanie dla siebie i pozwól innym sądzić, co im się podoba.
Nie znaczy to, abyś był głuchy na wołanie o pomoc, czy nakaz płynący
z duszy, aby działać na rzecz zmiany warunków czy okoliczności.
Chodzi o to, abyś wystrzegał się szufladkowania i ferowania wyroków.
Gdyż każda sytuacja to dar i każde doświadczenie kryje w sobie
skarb.
****
Była kiedyś duszyczka, która wiedziała, że jest światłością,
młoda i przeto żądna doświadczenia. "Ja jestem światłością"
powiadała. "Ja jestem światłością." Jednak świadomość
ani powtarzanie tego nie mogły zastąpić doświadczenia siebie
jako światłości. W świecie, z którego wywodziła się
duszyczka, panowała wyłącznie jasność. Każda dusza była
wspaniała, każda niepowszednia, i każda błyszczała blaskiem
Mojej światłości. Zatem owa duszyczka była niczym płomyk świecy
na słońcu. Zanurzona w jasności, której stanowiła część, nie
mogła siebie dostrzec, ani doświadczyć, Czym W Istocie Jest.
Stało się więc, że duszyczka zapragnęła siebie poznać. Tak
mocne było jej pragnienie, że pewnego dnia powiedziałem:
"Czy wiesz, Maleńka, co musisz uczynić, aby zaspokoić to
swoje pragnienie?"
"Co takiego, Boże? Co? Nie cofnę się przed niczym!",
odparła duszyczka.
"Musisz odłączyć się od nas", rzekłem, "a potem
pogrążyć się w ciemności."
"A czymże jest ciemność, o Przenajświętszy?", spytała
duszyczka.
"Wszystkim, czym nie jesteś ty", wyjaśniłem i duszyczka
zrozumiała.
Tak więc oddzieliła się od Całości i zstąpiła do innego świata.
A w tym świecie miała moc ściągania na siebie wszelkich odmian
mroku. I tak postąpiła.
Lecz pośród owych zgromadzonych ciemności zawołała:
"Ojcze, Ojcze, dlaczego mnie opuściłeś?" Ja i wy to
czynicie w swej najczarniejszej godzinie. Ale przecież ja nigdy was
nie porzuciłem, zawsze stoję u waszego boku, gotów przypomnieć
wam, Czym W Istocie Jesteście; zawsze gotów przyjąć was z
powrotem do siebie.
Zatem, bądźcie światłem w ciemności i nie przeklinajcie jej.
I nawet kiedy osaczy was to, czym nie jesteście, nie zapominajcie
swej prawdziwej istoty. Głoście chwałę stworzenia, nawet gdy
chcecie wnieść doń zmiany.
I wiedzcie, iż to, jak się zachowacie w chwili najcięższej próby,
może stać się zaczynem najwspanialszego triumfu. Albowiem
stwarzane przez was doświadczenie jest wyrazem tego, Czym W Istocie
Jesteście - I Czym Pragniecie Być.
Przytoczyłem ci tę przypowieść o duszyczce i słońcu, abyś
lepiej zrozumiał, dlaczego świat jest tak urządzony - i w jaki
sposób wszystko może ulec zmianie z chwilą, kiedy każdy
przebudzi się do Boskiej prawdy swej najwyższej rzeczywistości.
Niektórzy powiadają, że życie jest jak szkoła, i to, czego doświadczasz
i co postrzegasz, służy twojej nauce. Wypowiadałem się już na
ten temat i powtarzam ci raz jeszcze:
Przychodzisz na ten świat nie po to, aby się czegokolwiek nauczyć,
lecz aby objawić to, co już wiesz. Okazując tę wiedzę, powołasz
ją do życia i stworzysz siebie na nowo dzięki doświadczeniu. W
ten oto sposób usprawiedliwiasz życie i nadajesz mu cel. W ten
sposób życie uświęcasz. (...)
Powrót do
góry
Steve's
free web templates
|